Marek 'Regan' Raganowicz
 
     
SUPERBALANCE, POLAR SUN SPIRE, ZIEMIA BAFFINA 2012
-> CEL WYPRAWY/SUPERBALANCE | SPONSORZY | SPRZET | EKWIPUNEK | ODZIEZ I BUTY | ZYWNOSC | SPRZET FOTO/WIDEO | Zbiorka charytatywna | 

DZIENNIK  WYPRAWY 

Patronat medialny:  

 baffin->ngt National Geographic Traveler

  The Explorers Club

www.wspinanie.pl , www.goryonline.pl

Grant:

baffin->pza logo   Polski Zwiazek Alpinizmu

Sponsor glowny: 

baffin->can logo   CAN Offshore Ltd 

Sponsorzy sprzetowi:

 Zamberlan  Grivel  Goal Zero

Wsparcie: Timex, Monkey's Grip, Petzl, MSR, Black Diamond, Edelrid, Hi Mountain, TS2 Technologie Satelitarne, GoPro, Uvex, Lyofood, Atest, EPA Energetyka, Olympus, Fish Products. 

Przyjaciele wyprawy, ktorym dziekujemy za pomoc: Adam Miller, Pete MacPherson (Macpherson Mountaineering Shop), Maciek Ciesielski, Mike "Twid" Turner, Bjarte Bo, Doug "Ottawa Doug" Pratt-Johnson, Mark Synnott, Artur Paszczak. 

 

Wyprawa zbiera srodki na Fundacje Spelnionych Marzen. Prosimy o wplaty donacji:

baffin->fundacja logo Tu prosimy dokonywac wplat na konto fundacji. Dziekujemy.

 

Dziennik wyprawy:

 Maj 2012

  12.05.2012 sobota. Wylatujemy z Ottawy i nastepnego dnia docieramy do domow. Wszystko zdaje sie byc snem... 

 11.05.2012 piatek Rano wylecielismy z Clyde River, utknelismy w Iqaulit i dopiero o 01:00 w nocu wysiedlismy w Ottawie. Na lotnisku czekal na nas Doug!!!! You rock Doug! 

 10.05.2012 czwartek. Zmieniamy rezerwacje biletow lotniczych, robimy zakupy, negocjujemy z Levim, jemy, jemy, spimy... 

 09.05.2012 sroda. Skonczylo sie jedzenie. Przejezdzajacy mysliwi czestuja nas rodzajem gulaszu i pieczonymi preclami. Jestesmy wniebowzieci. Za pare godzin przyjezdza Denis (nasz przewodnik) i zabiera nas skuterem do Clyda River. On tez dzieli z nami kawalek swojego chleba. Dzieki. Po 6 godzinach wstrzasow w skrzyni na saniach docieramy do miejsca skad wyruszylismy. Czeka na nas karton jedzenia, mieszkanie do naszej dyspozycji z lozkami, kuchnia i lazienka. Nareszcie!!! 

 08.05.2012 wtorek. Zwijamy biwak i zjezdzamy do fiordu. O 22:00 dochodzimy do namiotu pod sciana. Jestemy wykonczeni. 

 07.05.2012  poniedzialek. Dzien 24 (w.35Y-36Y-37Y). Po codziennym malpowaniu i paru godzinach wspinania, slysze glos Yetiego - Regan, jestem na szczycie!!!! Pulap chmur ulozyl sie ponizej okolicznych szczytow tak, ze gory widoczne sa tylko dla nas. Nikt z dolu nie moze ich zobaczyc i nikt oprocz nas nie wspina sie. Yeti mowi, ze to nagroda i ma racje...Zjezdzamy do Camp IV zwijajac wszystkie liny.

  06.05.2012 niedziela. Dzien 23 (w.33Y-34Y). Przecinamy droge norweska (juz drugi raz) i zmierzamy w kierunku szczytu obchodzac mur headwallu podszczytowego. 

  05.05.2012 sobota. Dzien 22 (30R-31R-32Y). Dochodzimy do miejsca, gdzie wszystkie trzy linie na scianie niemal stykaja sie w jednym miejscu. Ocieplilo sie, wiec jestesmy mokrzy pod odzieza, a zalodzeni na zewnatrz... 

  04.05.2012 piatek. Dzien 21 (w.28Y-29Y). Yeti zrzuca potezne bloki, a ten najwiekszy omija trzema rivetami. Uffff, udalo sie bez nieszczescia. Dwa piekne wyciagi z nadmiarem emocji... 

 03.05.2012 czwartek. Dzien 20. Holowanie do Camp IV. Rano, ze strachem w oczach zeszlismy do pozostawionego na przelaczce wora. Snieg byl lawiniasty, a kazdy krok stawialismy z dusza na ramieniu. Udalo sie, wiec zabieramy liny i postanawiamy, ze nigdy juz nie wpakujemy sie nic podobnego... 

 02.05.2012  sroda. Dzien 19 (w.27R). Snieg i wiatr siekaja po twarzy. Pylowki dusza oddech i zasypuja szczeliny. Wspinamy sie i dochodzimy do miejsca na nasz Camp IV. Kolejne male zwyciestwo! 

 01.05.2012 wtorek Dzien 18 (w.25Y-26Y). Od wczoraj jest zimno i pada snieg. Dostajemy w kosc, ale urabiamy zaplanowane dwa wyciagi... 

 Kwiecien 2012

 30.04.2012 poniedzialek. Dzien 17 (w.23R-24Y). Dwa piekne wyciagi - A4 i A1. Czulismy pelna radosc wspinania. Spod sciany doszly do nas glosy nawolywania. Odkrzykiwalismy w biala mgle nie widzac nikogo. 

  29.04.2012 niedziela Dzien 16. Jemy, pijemy, piszemy SMS z informacja o postepach we wspinaniu. Tego dnia zdajemy sobie sprawe, ze z jednej strony zrobilismy jakies 2/3 sciany, a z drugiej, ze jeszcze przed nami jest okolo 15 wyciagow wspinania w trudnym terenie. Jest piekna pogoda, wiec zachwycamy sie widokami na okoliczne szczyty. Nic tylko sie wspinac...

  28.04.2012 sobota Dzien 15. Holowanie. Ten dzien trwal 21 godzin i wyciagnal z nas wszystkie sily. Poszlismy spac o 3 w nocy i postanowilismy zrobic sobie dzien odpoczynku na naszym nowym biwaku pod Headwallem. 

  27.04.2012 piatek Dzien 14 (w.20Y-21Y-22Y).Dwoma wyciagami A1/M6 i A1/M5 wychodzimy na zebro i natychmiast pedzimy pod Headwall zobaczyc dalszy teren. Krzyczymy z radosci na widok pieknych rys przecinajacych pionowa sciane.  

   26.04.2012 czwartek Dzien 13 (w.18Y-19Y). Yeti przewinal sie przez koniec banana i zanurzyl sie w Lodowce - krainie niewyobrazalnego zimna. Doslownie zaraz po przewinieciu za krawedz sciany i wejsciu do depresji wiodacej na wschodnie zebro, zimno scina z nog. Nie sposob stac na stanowisku i nie sposob wspinac sie, ale nie mamy wyjscia. Yeti prowadzi wyciag M7!!!   

  25.04.2012 sroda Dzien 12 (w.16R-17Y). Wierce 10 rivetow i przewijam sie przez zaklinowany blok, ktory ogladalismy podczas lustracji sciany przez lornetke. Wtedy zdawal sie byc kamieniem, a teraz jest wielki, ciezki i mam nadzieje, ze mocno zaklinowany, bo od teraz codzinnie bedziemy kolo niego przejezdzac. Najlepiej zeby nie wypadl z rysy...Yeti przejmuje prowadzenie i dzien konczymy z urobkiem 2 wyciagow.  

 24.04.2012  wtorek  Dzien 11 (w.15R). Krotkim i kruchym wyciagiem A3+ doszedlem do polki na przelamaniu koncowki Banana. Nad nami kamieienie wmrozone w piach, ktore jutro zamierzam ominac scianka z prawej. Niestety bede musial wiercic rivety...  

   23.04.2012 poniedzialek  Dzien 10 (w.13Y-14Y). Od wczoraj znowu mamy sloneczna pogode, ale cena za to jest zimno. Rano Yeti zauwaza zbielenia palcow u stop. Opozniamy wyjscie i Yeti zajmuje sie rozcieraniem. Na szczescie po godzinie palce wrocily do normy, a my do wspinania. Dzien konczymy po 20:00, a ja zauwazam, ze palec, ktory bolal mnie od paru dni, teraz podszedl ropa. Marcin dal mi antybiotyk i czekam na rozwoj wypadkow. 

 22.04.2012 niedziela  Dzien 9 (w. 11R-12R). Ciagle jest krucho. Pierwszy wyciag nazywam Kamienne Ptaki, bo wyrzucalem za siebie cala mase luznych kamieni. Haczymy prawie wylacznie na jedynkach i beakach. Sprobowalem osadzic knifa i polecialem, wiec znowu jedynka za jedynka. Na szczescie zabralismy 60 szt. 

 21.04.2012 sobota Dzien 8. Holowanie calego dobytku. W kruszyznie stracamy kamienie, wyrywamy klinujace sie wory, klniemy, ocieramy pot, a wieczorem cierpimy i zasypiamy zapominajac o rwacym bolu dloni, stawow, sciegien...  

  20.04.2012 piatek Dzien 7(w.9Y-10Y). Dochodzimy do przelamania Banana. Lekko pruszy snieg i sypia sie pylowki. Od dwoch dni teren jest bardzo kruchy. Znowu przecinamy line i to te sama, ktora wczoraj. Lacznie cztery ciecia w ciagu dwoch dni, ale na szczescie mamy jeszcze dwie liny dynamiczne. Osiagamy upatrzone miejsce biwakowe. Na polce jest dosc duzo sniegu, wiec decydujemy sie na przenosiny portaledza i worow. 

  19.04.2012 czwartek  Dzien 6 (w.8R). Kamien przecina line. Tniemy ja i konczymy dzien dwoma krotkimi wyciagami zaliczajac je jako jeden pelny...

  18.04.2012 sroda  Dzien 5. Po swiezym sniegu dzwigamy wory do podstawy sciany. Kazdy po dwa kursy i juz. Teraz holowanie i biwak na upatrzonym polu snieznym. Pierwsza noc w scianie, jest jak oderwanie sie od rzeczywistosci i surfowanie w swiecie marzen...  

 17.04.2012 wtorek Dzien 4. Odpoczynek. Robimy zdjecia, spacerujemy i szykujemy sprzet, wory i psyche do wejscia w sciane. Wieczorem zaczelo pruszyc sniegiem...

 16.04.2012 poniedzialek  Dzien 3 (w. 6Y-7Y). Marcin robi trudny wyciag klasyczny - M7+, a pozniej A3/M7. To byl pracowity dzien, wiec na jutro planujemy odpoczynek przed wejsciem w sciane z calym sprzetem i postanowieniem powrotu przez szczyt... 

 15.04.2012 niedziela  Dzien 2 (w.4Y-5Y). A2 i M5, to wycena kolejnych dwoch wyciagow. Temperatura -15 stopni, ale kiedy powiewa wiatr, to trudno jest wytrzymac...  

 14.04.2012 sobota  DZIEN 1 (wyciagi 1Y-3Y). Wbijamy sie w sciane. Urabiamy pierwsze 3 wyciagi - M5/M6. Termometr wskazuje minus 10, ale nam zdaje sie, ze jest przynajmniej o 10 stopni zimniej.  W nocy slyszymy hukniecia lodu pod namiotem... 

 13.04.2012 piatek  Wsiadamy do skrzyni na plozach, ktora ciagnieta jest przez skuter sniezny. Krzyczymy z radosci, ale zaledwie przez pierwsze minuty, bo zaraz zaczyna tak trzasc, ze odbiera nam mowe. Przez nastepne 5 godzin walczymy z mrozem (rozcieranie skostnialych stop) podskokami san, ktore niemal doprowadzaja nas w do wstrzasnienia mozgu. Przed 17:00 jestesmy u podstawy Polar Sun Spire. Sciana jest ogromna i przytlaczajaca. Rozbijamy namiot, organizujemy, nasze domostwo i nie mozemy doczekac sie chwili , kiedy zaczniemy wspinanie.

 12.04.2012 czwartek  Robimy zdjecia miasteczka, idziemy do sklepu poogladac kosmiczne ceny jakby to byl jakis butik w Beverly Hills, przepakowujemy wory i przygotowujemy sie jutrzejszej jazdy pod sciane. Rano, dwoch przewodnikow ma zabrac nas skuterami snieznymi do Sam Ford Fiord. Jestesmy gotowi do jutrzejszej jazdy i dzisiejszej walki z mrozem przez kolejna noc... 

 11.04.2012 sroda  Wstajemy o 6:00 rano, sprawnie pakujemy sie do samochodu i Doug odwozi nas dwoma kursami na lotnisko. Dokupiona zywnosc wypelnila dwa kolejne wory transportowe, wiec mielismy najgorsze przeczucia co do odprawy bagazowej i kosztow nadbagazu. Nie pozostalo nic innego jak tylko doladowac nasze podreczne do granic wytrzymalosci i przedrzec sie przez ochrone. W czasie odprawy sympatyczna pani zaskoczyla nas. Za caly bagaz zaplacilismy mniej niz polowe tego co za lot z Europy, a spodziewalismy sie, ze koszty beda wyzsze... Pomachalismy Dougowi i za pare godzin wyladowalismy w Iqaluit. Nastepny lot byl opozniony o 2 godziny, ale w koncu wsiedlismy do malego samolotu, ktorym dolecielismy do Clyde River. Na lotnisku czekal na nas nasz agent - Levi. Zawiozl na na skraj osady i tam rozbilismy nasz namiot. Wczesnie, zupelnie pro forma, zapytal czy chcemy zatrzymac sie w jedynym w Clyde River hotelu. Podziekowalismy grzecznie, bo cena za noc to 250$ od osoby (bez sniadania)!!!  Bylo zimno. Termometr wskazywal minus 25 stopni, wiec bylismy lekko zszokowani, a w nocy budzilismy sie bo trzeba bylo rozgrzewac stopy, zeby przetrwac do rana... 

 10.04.2012 wtorek  Nastal wreszcie ten dzien!!! Ruszamy.

Pierwsze koty za ploty - przedarlem sie przez odprawe bagazowa na lotnisku z ponad 100kg bagazu. Ponad 50kg udalo mi sie wniesc jako bagaz podreczny:) No coz, ograniczenia budzetowe wymuszaja radykalne dzialania...Marcin nie lepiej, wiec obaj bez watpienia wygladalismy inaczej niz pozostali pasazerowie:)

Na lotnisku w Ottawie czekal nikt inny tylko Ottawa Doug. Ugoscil nas w swoim domu, zawiozl na zakupy. To bylo cos czego nie zapomina sie i czego nie da sie odplacic - serdecznosc, goscinnosc, przyjazn...

 03.04.2012 wtorek  Dziekujemy! W imieniu Marcina i moim, dziekuje wszystkim, ktorzy pomogli nam zorganizowac wyprawe. Za nazwa kazdej z firm i marek stoja ludzie, ktorzy podejmuja decyzje i wlasnie do nich kieruje nasze podziekowanie. W czasie przewalczania organizacyjnych barier, spotykalismy wielu, ktorzy zwyczajnie chcieli pomoc na miare swoich mozliwosci i za to tez wielkie dzieki. Mamy nadzieje, ze kiedys przyjdzie czas odplaty i bedziemy mogli sie zrewanzowac. Jesli nie Wam, to moze komus innemu, kto "pojdzie dalej"...

Jak mawial jeden z wielkich polskich wspinaczy - najwazniejsze to podejsc pod sciane, a pozniej jakos to bedzie...:))) 

Marzec 2012

  31.03.2012 sobota  Ostatnie dni uplynely mi na pakowaniu worow transportowych. Wybralem zestawy sprzetu, pocialem liny na odpowiednie dlugosci, zwazylem wszystko i... suma wagi mojej czesci sprzetu wynosi 98kg!!!. Jak to mam przewiezc? Czekam na wyniki wazenia sprzetu Marcina. Bedziemy musieli zmierzyc sie z problemem transportu, zaplaty za nadbagaz, ograniczen wagowych i ilosciowych. No nic, jakos to bedzie - nic juz nas nie powstrzyma!!

Za 2 tygodnie powinnismy byc pod sciana. 

 12.03.2012  poniedzialek - Zapraszam do przejzenia zakladek z opisem sprzetu, celu wyprawy i sponsorow. Mam wiele zapytan o to, czego uzywamy do wspinania, wiec odpowiadam pelna informacja. Uzupelniam kolejne szczegoly w miare przybywania sponsorow i dokupowania sprzetu. Wybieramy wylacznie to co najlepsze, bo nie mozemy pozwolic sobie na zadne zbedne ryzyko...

Satystyka emailowa: 373 napisane emaile w sprawach wyprawy 

 03.03.2012  sobota - Zaczalem prace nad otwieraniem nowych zakladek dotyczacych wyprawy. Miedzy innymi opisze sprzet i ekwipunek, ktory zabierzemy ze soba. Zapraszam... 

 02.03.2012  piatek - Wyrwalem sie na wspin treningowy. Wyprobowalem troche nowego sprzetu i nakleilem na kask logo sponsora. Przehaczylem jedynie jakies 15m, ale to wystarczylo, zeby poczuc w nozdrzach zapach sciany - tej sciany...

"Yeti" przeziebil sie, ale ostro pracuje, zreszta ja tez nie odpoczywam, bo jakos trzeba pozbierac grosiki do kasy. W naszych rozmowach, oprocz ciaglego uzgadniania zestawu sprzetu, coraz czesciej poruszamy temat wspinania -taktyka, uklad sciany, scenariusze awaryjne. Jak to bedzie? Niecierpliwe czekanie na akcje w gorach przebija z kazdego zdania. Zostalo jeszcze troche ponad piec tygodni... 

 Luty 2012   

 27.02.2012  poniedzialek - Pare dni temu pojawilo sie nowe logo w zbiorze przyjaciol, wspierajacych i sympatykow naszego szalonego projektu. The Explorers Club objal nas patronatem. Lista czlonkow tego ekskluzywnego klubu jest imponujaca. Byli nimi i sa miedzy innymi ze swiata gor: lord John Hunt, sir Edmund Hillary, Tanzing Norgay, Reinhold Messner, Andrzej Zawada, Krzysztof Wielicki, Ryszard Pawlowski i Andrzej Ciszewski...  Czujemy wage tego wydarzenia i dziekujemy za wsparcie.  

 15.02.2012  sroda - Zebralem juz materialy do czytania o Inuitach, a teraz musze znalezc troche czasu na studiowanie.

Ukladanka wyprawowa zaczyna wypelniac sie, a kazdy z drobnych elementow zdaje sie pasowac do siebie. Juz naprawde niewiele zostalo na kupce z napisem "Niewiadome". Wydarzeniem ostatnich dni jest prywatne wsparcie naszej wyprawy przez Adama. Jestesmy pod wrazeniem. Energia plynie w obie strony. Dzieki. 

 08.02.2012  sroda - Czas oderwac sie od przyziemnosci. Zaczynam zaglebiac sie w historii Inuitow. W koncu bedziemy goscmi na ich ziemii, wiec wypada poznac kulture naszych gospodarzy. 

 07.02.2012 wtorek - Tak, CAN can!!!!! Dzieki. Mamy poreczowki i cos jeszcze ze sprzetu co wazne i konieczne, ale te poreczowki, to kluczowa sprawa. Jak to dobrze, ze ktos rozumie nas i wspiera... 

 

Styczen 2012

 26.01.2012 czwartek - Sprzet, sprzet, sprzet, zywnosc. Konczymy ustalenia i posumowujemy kase, po czym natychmiast prosimy sponsorow o wsparcie, bo wydaki sa ogromne. Czekamy na decyzje PZA o dofinansowaniu, a jednoczesnie szukamy uzywanego sprzetu u znajomych i w internecie. Marcin pisze do Krzykacza. Moze on ma cos na zbyciu, bo ciagle potrzebujemy specjalnych hakow i copperheadow. Musimy tez kupic 400m lin, wiec moze "CAN can"...:).

Wyjazd za 9 tygodni, wiec zageszczam swoj plan treningowy. Cala organizacje chce miec juz za soba, tak zeby moc skupic sie na scianie. Niestety wyglada to jak marzenie scietej glowy. 

  17.01.2012 wtorek - Mamy za malo sprzetu. Okazuje sie, ze moje zapatrzenie we wspinanie w stylu clean spowodowalo znaczna redukcje zestawu hakow. To nie to co kiedys mialem w swoim zapasie - cale narecza zelaza do wbijania. Marcin tez nie ma zbyt wiele, bo raczej wspina sie klasycznie, wiec nie pozostaje nam nic innego jak uzupelnic braki. Ostatnie dni spedzilem na szukaniu najtanszych zrodel zakupow. Przeszukalem oferty w Polsce, Europie, Stanach i w Kanadzie. Niemal kazdy rodzaj hakow kupuje gdzie indziej. Najgorzej bylo z headami, ale w efekcie znalazlem dostawce, ktory zna mnie z internetu i dostarczy ponad sto sztuk dwa razy taniej niz w Europie. Najbardziej ciesza mnie drobne zwyciestwa... 

 12.01.2012 czwartek - Juz drugi dzien pracuje nad lista zakupow zywnosci. Siegam do notatek z naszych rozmow o tym co lubimy jesc. Marcin musi miec miesne posilki i w ciagu dnia podjadac snickersy, a ja nie ruszam sie w sciane bez zapasu kawy, chipsow i sera. Poza tym standard, czyli kaszka - 70 porcji, 150 kabanosow (polowa dla Yetiego, polowa dla mnie), landrynki - 300 szt., makarony, suszone owoce, orzeszki, czekolada, batony, herbata, napoj energetyczny i niespodzianki jak np...No nie, musze powstrzymac sie przed ujawnieniem niespodzianek scianowych, ale obiecuje, ze po powrocie pokaze zdjecia...

 05.01.2012 czwartek - Postanawiamy zakonczyc ustalanie i spisywanie koniecznego sprzetu. Robimy swoje inwentaryzacje - knify, karabinki, v-ki, lost arrow'y, camy, sruby, liny, jedynki...Marcin zajmuje sie zakupami wiekszosci zelaza, a ja biore na siebie tylko lost arrow'y i liny. Zabierzemy ze soba duuuuuzo sprzetu, bedziemy potrzebowali tyle i mam nadzieje, ze nie wiecej. Do polowy miesiaca wszystkie spisy, wlacznie z decyzja o kolorze kaskow, maja byc zakonczone.

  03.01.2012 wtorek - Ciagle niedokonczona jest sprawa ostatecznych rezerwacji i zakupu biletow lotniczych. Nerwowe telefony, ustalenia, koordynacja... 

 Grudzien 2011 - Postanawiamy zachecic tych, ktorzy interesuja sie naszym wspinaniem do wsparcia charytatywnej Fundacji Spelnionych Marzen. Z poczatkowej listy paru instytucji zdecydowalismy sie wlasnie na FSP, bo ma prosta strukture organizacyjna i podoba nam sie jak dziala. Osobiscie najbardziej cenie powstanie domu noclegowego w Warszawie dla rodzin przyjezdzajacych z chorymi dziecmi na badania lub odwiedzajacych swoje pociechy w szpitalach. Kazda kwota wsparcia jest cenna, wiec zachecamy wszystkich nawet do drobnych wplat w systemie PayPal. Dzieki.

Spotykamy sie na naszej naradzie wojennej. Przy kawiarnianym stoliku omawiamy strategie, taktyke, sprzet, zywnosc i logistyke przeplatajac wszystko pomyslami na zdjecia, filmy i wielkoscianowe wyglupy. Po czterech godzinach rozmow rozchodzimy sie z uczuciem niedosytu... 

 Listopad 2011 - Organizacja nabiera tempa. Z dlugiej listy potencjalnych sponsorow zostaje pare firm, gdzie odnalezlismy bratnie dusze ludzi, w ktorych nasz projekt wzbudzil emocje. To widzi sie od razu, kiedy po drugiej stronie stolu, ktos kto pierwszy raz slyszy o Ziemii Baffina i naszej scianie potrafi zarazic sie entuzjazmem i podpalic ogniem szalonego pomyslu. Juz po chwili widzialem, ze moi rozmowcy zaczynaja kreatywnie myslec, strzelac pomyslami na marketingowe wykorzystanie naszej wyprawy. Ja tez sie wciagalem i nagle w jakims przepastnym biurowcu paru ludzi dykutowalo o Polar Sun Spire, Ziemii Baffina, drapieznych niedzwiedziach, holowaniu worow, mrozie, niepewnosci i wyzwaniu...  

 Pazdziernik 2011  -  Wracam z Yosemitow. Nie mamy Trzeciego. Trzeci zrezygnowal i znowu zostalismy we dwoch. Przez tydzien gadamy o sytuacji, az z ulga i radoscia przychodzi decyzja - jedziemy we dwoch!!!. Od poczatku czulem, ze w tym jest energia, wyzwanie i sila. Jedziemy wspinac sie we dwoch wyzywajac siebie i wszystko co moze stanac przeciko nam...

 Wrzesien 2011  -  Jest Trzeci. Mamy zespol scianowy i wszystko gra. Teraz dzielimy obowiazki organizacyjne i do roboty. Prosze o ulge dla siebie ze wzgledu na moj solowy wyjazd w Yosemity. Obiecuje zabrac sie za wszystko zaraz po powrocie, wiec nie ma cisnienia. Wszyscy rozumieja i wspieraja. Jest tak jak powinno byc. Wyjezdzam. 

 Sierpien 2011 - Spotkanie w Chamonix. Marcin jedzie na wakacje, a ja szwedam sie po ulicach Cham i okolicach Mont Blanc. Spotykamy sie na popoludniowej kawie z piwem w barze Elevation. Rozmawiamy z entuzjazmem i lapczywoscia mieszajac szczegoly z generaliami.  Zdaje sobie sprawe, ze wlasciwie widzimy sie drugi raz w zyciu. Pierwszy raz to bylo chyba w drugim roku wspinania Marcina, kiedy przyjechal z Lysym do Moka. Siedzielismy razem przy stole na Taborze. No coz, od tego czasu minelo niecale 20 lat... Przy pozegnaniu postanawiamy ostatecznie rozwiazac kwestie Trzeciego i dajemy sobie na to 3 tygodnie. Ja wracam do domu, a Marcin jedzie na wakacje. W drodze powrotnej przejezdza przez Cham i robi szybkie przejscie McIntyre'a/Coltona na Grand Jorasses... 

 Lipiec 2011 - Trzeci, Trzeci, Trzeci. Nie mamy Trzeciego, a czas goni. Przeciez nie oglosimy konkursu pieknosci... 

 Kwiecien 2011 - Do wyprawy zostal rok. Postanawiamy uszczegolowic plany, dobrac trzeciego do zespolu i zabrac sie za organizacje. Zaczynamy intensywnie pisac do siebie. Nawiazujemy kontakty z tymi, ktorzy juz tam byli i dowiadujemy sie coraz wiecej o szczegolach organizacyjnych. Ja wymieniam korespondencje z Twidem, Bobo i Bjarte, a Marcin stara sie znalezc najlepsze oferty na bilety lotnicze. Niestety okazuje sie, ze cena przelotu  do Kanady i koncowego miasteczka Clyde River jest zaskakujaco wysoka. To powoduje, ze kosztorys jest wyzszy niz myslelismy, ale traktujemy to jako wyzwanie, jako czesc walki o gore, sciane, droge. Przypomina mi sie powiedzenie Romana Polanskiego - najwazniejsze to bujac w oblokach... 

Pazdziernik 2010 - Po wymianie wielu emaili, postanawiamy przelozyc wyjazd na Ziemie Baffina o jeden rok. Trzeciego do zespolu ciagle nie mamy.

Wrzesien 2010 - Wyjechalem w Yosemity z ambitnym planem, ale wrocilem z niczym. Wycofalem sie z El Capitana i rzucilem sie w podroz pociagiem z San Francisco do Chicago. Po powrocie zaczalem zyc wyprawa na Ziemie Baffina. Planowanie sprzetu, taktyki i...budzet, budzet, budzet...   

Sierpien 2010- Marcin wyjezdza na wyprawe do Chin. W scianie przyjmuje uderzenie kamienia i wraca do domu bez sukcesu.

Lipiec 2010 - Jak codzien otworzylem skrzynka pocztowa,a w niej byla wiadomosc od Geronimo. Oczywiscie, ze nie pisal do mnie duch legendarnego wodza, tylko Marcin. Zaproponowal udzial w wyprawie na Ziemie Baffina, a ja nie zastanawiajac sie wklepywalem na klawiaturze odpowiedz - "jade na sto procent...". Termin ustalilismy na wiosne 2011r. i zaczelismy szukac trzeciego partnera do zespolu scianowego. 

 

 

  

 

 


© Copyright reganclimbing.com 2010