Marek 'Regan' Raganowicz
 
     
Archiwum 2011
-> Archiwum 2013 | Archiwum 2012 | Archiwum 2011 | Archiwum 2010 | 

23/12/2011 - piatek

08:45 Wydarzenia nabieraja tempa. Telefony i ustalenia w sprawie wyprawy zmieszne ze swiatecznymi zyczeniami. Za oknem nareszcie troche sniegu, wiec mozna wczuc sie w nadchodzaca Wigilie. Chyba trzeba sie juz wyciszyc i stanac ponad przyziemnosciami. Nie zaszkodzi odrobina refleksji nad wzajemnym zrozumieniem. Wesolych Swiat!!!

Kliknij i podziel sie z tymi, ktorzy na to czekaja...

15/12/2011 - czwartek

16:47 Haki, karabinki, jedzenie scianowe, spiwory i buty. Smiech, dygresje, troche plotek i przeszkadzajace telefony. Piwo, kawa i pomysly na zdjecia, rekwizyty, kredki i napoje wyskokowo-scianowe. Jednym slowem spotkalem sie z Yetim. Marcin stwierdzil - wyglada na to, ze nie pozremy sie w scianie:))). Ciesze sie, ze jedziemy we dwoch. W tym jest energia!

11/12/2011 - sobota

05:45 Beda zmiany. Juz niedlugo, a moze nawet dzisiaj, zmienie uklad strony. Na otwarciu bedzie...No ale nie uprzedzajmy faktow. W kazdym razie ciagle bede prowadzil NieCoDzienniczek. Teraz musze dokonczyc poranna kawe i zastanowic sie nad zmianami...

Milego poranka

02/12/2011 - piatek

06:45 Yeti pisze bajki. Wlasnie przeczytalem jedna z nich i kazdemu polecam (www.geronimo.civ.pl). Na jego stronie jest tez film, ktory uwielbiam - Mucha nie siada.

W dzungli firm, lawinie pomyslow marketingowych, oceanie potrzeb i w oblokach marzen powoli znajdujemy przyjazne dusze ludzi, w ktorych widze fascynacje naszym wyzwaniem. Jednym slowem zaczynamy wspolprace ze sponsorami. Naszym patronem medialnym jest National Geographic Traveller, a sponsorem firma CAN. Czy warto stanac za kims i wesprzec go w podjeciu wyzwania jakim jest polnocna sciana Polar Sun Spire? Tak, warto. Walka o spelnienie marzen wzbogaca wszystkich mimo, ze do wspinania jest nas tylko dwoch. Czujemy wsparcie wielu z was i za to dzieki.

01/12/2011 - czwartek

08:03 Baffin, Baffin, Baffin... To slowo powtarzam wiele razy dziennie i nawet pozniej - w nocy , przez sen, i zaraz po obudzeniu sie, i w czasie kiedy musze cos zrobic, i w czasie kiedy mowie sobie - koniec z tym szalenstwem, teraz potrzebuje chwili nicnierobienia... Marzenie o wspinaniu na Ziemii Baffina jest niemal tak dlugie jak moja przygoda z gorami. Teraz jednak mysle o czym innym i stawiam sobie jako podstawowy cel - WYJAZD. Tak, samo dotarcie na miejsce jest wyzwaniem, ktore widze przed soba i za wszelka cene chce tego dokonac. Potrzebuje mlota, wielkiego, ciezkiego, pneumatycznego, ze wspomaganiem sila umyslu, entuzjazmu i woli. Po co? Po to, zeby skruszyc mur niemoznosci. We wspinaniu, czasami organizacja jest wiekszym wyzwaniem niz sciana.

Wszystkim, ktorzy pomagaja serdecznie dziekuje...!!!

Jedziemy we dwoch - Marcin i ja, czyli Yeti i Regan:)

Kiedy? No jeszcze nie wiemy, ale plan jest taki, zeby dotrzec tam, zanim niedzwiedzie wyrusza na lowy i uznaja takich jak my za potencjalny posilek...

26/11/2011 - sobota

09:20 Co za kolowrot! Sprawy gonia jedna za druga, bez wytchnienia i czasu na refleksje. Na szczescie w tle jest wspinanie, marzenia i gory. To sie stalo nagle i niespodziewanie. Wspomnienia z Yosemitow wyblakly jak papier telefaxowy na sloncu, a nowe wyzwania stanely przede mna jak mur. Tak, nie wiedzialem jak sie do tego zabrac, jak przebic sie przez niemoznosci, chociaz zawsze wierze w to, ze kolejne wydarzenia pokaza mi droge do rozwiazania, trzeba je tylko kreowac, dzialac i nie ustawac w dzialaniu. I teraz znowu wierze, ze to co niemozliwe jest tylko zludzeniem i kajdanami petajacymi umysl i wyobraznie...

09/11/2011 - sroda

06:30 Wspomnienie z Mescalito:

Przede wszystkim staralem sie zachowac spokoj i wiare w to, ze kazdy problem znajdzie swoje rozwiazanie. Sile do wspinania, mimo wyczerpania i palacego pragnienia, czerpalem z jakiegos niewiadomego zrodla i nawet nie wiem czy bylo ono we mnie, czy poza mna. Metr za metrem posuwalem sie do gory nie zauwazajac, ze wspinam sie coraz wolniej, i wolniej. W koncu postanowilem zatrzymac sie i odpoczac, a po godzinie siedzenia z koszula naciagnieta na glowe nie mialem juz ochoty na wspinanie i dalszy wysilek. Chcialem zostac w tym jednym miejscu i czekac na cud, ale zaraz jak zaszlo slonce, niemal bezwiednie i automatycznie zaczalem nastepny wyciag. Powoli i systematycznie wspinalem sie metr za metrem, az zrobilo sie ciemno. W swietle latarki zlatywaly sie owady. Nieznosnie draznily mnie obijajac sie o moja twarz, a ja spokojnie znosilem to wszystko, az wreszcie doszedlem do stanowiska, wpialem line, zdjalem z siebie resztki sprzetu, i zjechalem do dolnego stanowiska. Tam przeplukalem usta woda powstrzymujac sie od niekontolowanego picia. Postanowilem sobie - jeden lyk na jeden manewr. Teraz zwolnienie worow i wymalpowanie do gory z wyciaganiem przelotow - w nagrode bede mogl sie napic nastepny lyk. Pozniej najgorsze, czyli wyciagniecie worow do gory. Z tym tez sobie poradzilem oddychajac przez nos, tak zeby nie wysuszac ust. Bylo po 22:00, kiedy rozlozylem portaledz i polozylem sie tak jak stalem - bez koszuli, mokry od potu i zadowolony, ze zgodnie z planem przewspinalem trzy wyciagi...

08/11/2011 - wtorek

06:25 Wczoraj przegladalem notatki ze sciany. Tak, w czasie wspinania na El Capitanie zawsze mam ze soba notatnik i kazdego ranka zapisuje cos co chodzi mi po glowie. Dlatego musze wstawac wczesniej niz inni w scianie jesli chce zaczac wspinanie wraz z pierwszymi promieniami slonca. I tak mam juz wtedy lekkie wyrzuty sumienia, ze za dlugo pisalem i zbyt rozkoszowalem sie poranna kawa - ta pierwsza, ta druga i czasami jeszcze mala dolewka. W czasie porannych sesji siadam sobie w portaledzu ze zwieszonymi w powietrzu nogami, jest mi cieplo w spiworku i recznie robionej czapeczce, w swietle latarki gotuje wode i zabieram sie do pisania, zanim poczuje glod i bede musial siegnac po puszeczke owocow z domieszka crunchie. Z reguly wlasnie wtedy zaczyna sie powoli rozwidniac...

Chlodne przedswity na El Capitanie sa czyms o czym marze przez caly rok.

06/11/2011 - niedziela

06:17 Wspomnienie z Doliny3:

Wsiadam do darmowego autobusu podjezdzajacego w okolice El Capitana. Wnosze swoje wory ze sprzetem i siadam. Wkolo jest kilkunastu turystow, a kierowca zapowiada :

Do autobusu wlasnie wsiadl prawdziwy wspinacz wielkoscianowy. W tych wielkich worach ma swoj sprzet i zamierza wspinac sie przez nastepne dni na El Capitanie...

Japonczycy robia mi zdjecia, a ja chcac nie chcac glupkowato usmiecham sie. Za chwile podchodzi wesola babcia i szturchajac mnie poufale mowi: Trzymaj sie tam mlodziaku...

05/11/2011 - sobota

06:30 Wspomnienie z Doliny2:

Zabiwakowalem pod sciana, zeby wczuc sie w nastroj wspinania. Bylo w tym cos z atmosfery swieta, bo przepelniala mnie nuta podnioslosci, ze to wlasnie juz zaczyna sie ten wymarzony czas wspinania i walki, ze to ja i El Capitan, ze samotnie, ze reprezentuje swoj klub, srodowisko, pokolenie, ze mam nowa czapke i napiete miesnie brzucha, ze teraz okaze sie kto tu jest wielkim wspinaczem... Niestety z tego nastroju wyrwaly mnie zaby. Moze to byc dziwne, ale zapewniam ze jest prawdziwe. W nocy ze sciany spadaly na mnie zaby. Male brazowe kumkajace potwory ladowaly nawet na mojej twarzy. No i co z tej podnioslosci? Jak tu reprezentowac, jak tu walczyc, jak tu przechodzic do historii i byc inspiracja dla nowych pokolen, kiedy cie czlowieku El Capitan zabami po pysku obrzuca...

04/11/2011 - piatek

06:40 Wspomnienie z Doliny1:

Kiedy dotarlem na miejsce, to ogarnal mnie dziwny nastroj znudzenia. Pomyslalem sobie - a ja znowu w tych Yosemitach, znowu na El Capitanie, te same biwaki, haczenie, glod i pragnienie, deszcz i palace slonce... Ale poniewaz nie naleze do osob kierujacych sie chwilowymi wahaniami nastroju, to spakowalem wszystkie graty, wynioslem wode pod sciane i doczlapalem sie z dwoma wielkimi worami pod moja droge o pieknie brzmiacej nazwie - Mescalito...

cdn

03/11/2011 - czwartek

07:25 Wiele wydarzylo sie w ostatnich tygodniach. Zycie nabralo rozpedu, a wydarzenia scigaly sie jedno za drugim. Wszystko to za sprawa wspinania, sciany, drog, ludzi, sytuacji i wydarzen. Wrocilem z Yosemitow i coz, pozostaly tylko tajemniczo brzmiace nazwy i barwne wspomnienia - Mescalito (C3/5.7), Zenyatta Mondatta (A4/5.7). Co sie za nimi kryje? Ostatnio przeczytalem trafne zdanie napisane przez Janusza Glowackiego:

"Przeznaczenie lubi, jak sie je przycisnie do muru (...)"

Tak, przycisnalem do muru swoje przeznaczenie i to bardzo mocno. Szczegoly niebawem...

dzienniczek->zen

09/09/2011 - piatek

19:53 W zasadzie nie powinienem nic pisac, bo czas juz na skupienie. Nadchodza chwile wyciszenia i koncentracji. Dlatego o tym pisze, zeby sobie odswiezyc nastroj zatrzymanego oddechu. Wtedy wszystko przestaje sie liczyc, a porzucenie Swiata jest naturalne i wrecz niezauwazalne. Wtedy jest tylko to, co nade mna i we mnie, a "Ja" nie ma znaczenia. Jest jak wygumowane slowo, ktore napisalo sie przypadkiem...

04/09/2011 - niedziela

08:40 Przy porannej kawie wschodzi zolte slonce i oslepia oczy, a mimo tego nie zaslaniam zaslon i nie spuszczam rolety. Promienie maja sile energii budzacej inspirujace mysli i popychajacej do dzialania. Chce z tego skorzystac, bo z natury jestem leniwy i musze wkladac wiele pracy w to, zeby zwalczyc w sobie sklonnosc do nicnierobienia. Dlatego czerpie z sily wschodzacego slonca i zycze tego wszystkim leniom swiata.

Wczoraj sluchalem jedynej plyty Bolca (Krakow), a dzisiaj Snoop Dogga (Long Beach), czyli rap rzadzi...:)

02/09/2011 - piatek

21:06 Y. napisal do mnie, ze podobno baby zrobily nowa droge na Trango...

Wlasnie, ile kosztuje bilet do Pakistanu? :)

"It's a man's world..." (James Brown)

27/08/2011 - sobota

07:55 "Nic sie nie dzieje. Jak w polskim filmie...":) (Rejs)

23/08/2011 - wtorek

06:21 Ostatnio wokol polskiego wspinania bulgocze od ogorkowych sensacji...

"Jakaz roznica pomiedzy slawa, za ktora sie placi, a slawa na ktorej sie zarabia!" (Witold Gombrowicz)

Cisza...

22/08/2011 - poniedzialek

06:27 Niedawno spotkalem MT (oczywiscie w Chamonix). Autoironiczne zarty ze szczypta sarkazmu, silny charakter, a w glowie te same sciany co u mnie...

Pojutrze

Klaniam sie w lustrze

Nie ma odbicia

Znajduje siebie

Jutro

Haiku dla watpiacych:

 

"Padajac na ziemie

Latawiec

Traci dusze."

 

Kubonta (1881-1924) tlum. Czeslaw Milosz

19/08/2011 - piatek

18:27 Ciagle pobrzmiewa mi w myslach e-mail od MT - " Teraz musze sie wyciszyc..."

Wracaja slowa - "moje ego- moj wrog".

15/08/2011 - poniedzialek

06:05 Odliczam tygodnie, sesje w silowni i wersje taktyczne. Marze o tym, zeby miec wieksze zaciecie do treningu, lepiej sie wspinac, nie rozpraszac sie drobnymi sprawami i posiasc zdolnosc doskonalej koncentracji na celu. Dlaczego kolejny raz wszystko to wraca do mnie z sila mistrzowskiego rzutu bumerangiem? Dzisiaj rano poczulem, ze na wadze wspomnien i marzen przewaza plan wyjazdu w Yosemity. Ja tu rozpamietuje kawki w Elevation, a tam czekaja na mnie darmowe dolewki wspanialej kawy z The Caff. Ja tu zachwycam sie porannym biegiem w Chamonix i biwakiem w Val Blanche, a tam sosny coraz bardziej pachna i wczesnym rankiem mowia "Marek, gdzie ty bladziles przez caly rok?". Jesli chodzi o goraco slonecznego , letniego dnia w Cham, to jest niemal identyczne jak jesienia w Dolinie. Za oboma tesknie, kiedy uciekam spod skal zlanych deszczem...

14/08/2011 - niedziela

20:50 Big in Japan (wieczorna dygresja)

KR wyslala mi ostatnio wyjasnienie zwrotu "big in Japan". Mowiac scislej jest pare roznych znaczen, ale mnie najbardziej odpowiada to, ktore mozna po polsku opisac jako " jestem wspanialy, ale jak nikt nie widzi". W czasie, kiedy ego zaczyna gorowac nade mna, czesto przypominam sobie slowa z piosenki Toma Waitsa - "I got the boat, but not the lake. But, yea, I'm big in Japan".

W zasadzie moglbym to lekko trawestowac mowiac - I'm big in Cham. :)

09:09 Sloneczna, leniwa niedziela. Wczoraj wpadlem na pomysl przebudowy tresci tego co pisze. Zdecydowalem o radykalnych zmianach i poczulem ulge. Bede podazal za glosem "ulgi".

Tymczasem wspomnieniom z Chamonix nie ma konca. To bylo tylko 10 dni, ale w jakim miejscu i w jakim towarzystwie. Miejsca i ludzie zawsze decyduja o jakosci wspomnien. Te sa wspaniale!

12/08/2011 - piatek

17:15 Wspomnienie z Cham:

Elevation - knajpa, ktora zajela miejsce swoich poprzedniczek, National i Chouca. Schodza sie tam ci co maja przepalone sloncem twarze, spieczone do krwi usta, pozrywane sciegna, kontuzje barkow i paliczkow, amputowane koncowki palcow... Kazdy rodzaj wspinania ma swojego reprezentanta, a wszyscy za zaslona ciemnych okularow i z serdecznym cmoknieciem na powitanie. Wieczorem dzieja sie tam grozne sprawy w okolowspinaczkowym swiecie, ale dla mnie najlepsza pora byl wczesny ranek przy swietnej kawie siedzac na barowym stolku w wystawowym oknie...

10/08/2011 - sroda

17:55 Chamonix: Ostatni wieczor spedzilismy na proszonej kolacji, a pozniej w nocnym barze. Na scenie kwartet - perkusja, dwie gitary i saksofon. Gosc spiewa Men's World. Do teraz ciarki przechodza mi po plecach wspominajac jego glos i brzmienie kapeli.

Pawel, oszalaly w imprezowym amoku nawet nie zauwazyl, kiedy chcialem sie pozegnac...

09/08/2011 - wtorek

20:50 Powrot z Chamonix jest jak wypedzenie z raju. Ech, zeby tej Ewce nie chcialo sie jablek...:)

Idziesz do knajpy, Hollie podaje kawe, a po pracy robi 7a on sight...

Jestes pewny, ze wejdziesz na Mont Blanc, bo to przeciez dziecinnie proste - troche pomachac nogami, rzygnac w Vallocie i zatknac flage zwyciestwa, a tu przychodzi wiatr i pokazuje ci jaki jestes slaby i bezradny.

Przechodzisz kolo pomnika, a on mowi do ciebie "czesc stary" i zaprasza na kolacje z tradycyjnym daniem sabaudzkich gorali.

Biegniesz co rano we wstajacym upale, pot zalewa oczy, a ty marzysz o Yosemitach.

Spotkalem: MR, DS, Tomka, MC, Pawla, Yetiego, Zone (nie swoja), Bialego Przewodnika, Mimow, ekscentrykow, frajerow i ulicznych muzykow zmieszanych ze wspinaczkowa rasa z calego swiata.

Dzieki.

12/07/2011

12...

11/07/2011 - poniedzialek

05:45 Haiku na poniedzialek:

"Drzemiac na koniu

Snuje urojenia

W oddali ksiezyc

Herbaciane opary"

Matsuo Basho (1644-1695)

08/07/2011 - sobota

06:41 Moje ego - moj wrog.

06:07 Jesli nie mozesz byc oryginalny, to przynajmniej badz autentyczny...

20/06/2011 - poniedzialek

5:44 "A ja musze byc oryginalny! Wiec ide dalej na skraju samym pieniacej sie smugi z glowa opuszczona, wpatrzony w piasek, wsluchany w wieczysty proces, lecz z sercem spetanym - bo musze byc oryginalny, nie wolno mi powtarzac za nikim, a najprawdziwsze uczucie jest mi wzbronione dlatego tylko, ze ktos inny doznal go i wypowiedzial. Czekaj, zastanow sie...wszak nikt cie tutaj nie widzi, (...) dlaczego nie masz sobie pozwolic na zwykla mysl o wiecznosci, naturze albo o Bogu, dlaczego wysilasz sie i gonisz za czyms nowym, nigdy nie widzianym i zdumiewajacym...?"

Witold Gombrowicz, Dziennik. 1953-1956

19/06/2011 - niedziela

19:57 "Jesli sluchacie jednoczesnie dzwieku dzwonu i ciszy pomiedzy jego uderzeniami, caly ten proces jest uwaga. Podobnie, kiedy ktos mowi, uwaga jest kierowana nie tylko na slowa, ale rowniez na cisze miedzy slowami." - Jiddu Krishnamurti

Z pewnoscia, czasami cisza mowi wiecej niz slowa...

12/06/2011 - niedziela

07:57 Dorzucanie przez wedrowcow kamieni do przydroznych kopczykow jest dzialaniem symbolicznym znanym jako skladkowa ofiara bostwu, swietemu, zmarlemu lub dla odpedzenia widm, zlych duchow i dzinnow. Kopce sa rowniez znakiem przymierza i braterstwa, chociaz mnie kojarza sie z samotnoscia...

Kamien na dzisiaj: Zgoda z samym soba.

 

11/06/2011 - sobota

07:23 Kamien jako symbol:

Praprzyczyna, istnienie, ogien, potega, proba, kara, fundament, sila, twardosc, niezmiennosc, spoistosc, trud, milczenie, mowa, pamiec, madrosc, zgoda z samym soba, wewnetrzna harmonia, szczescie, zdrowie, zlosc i bol.

Symbole zalezne sa od kultur, kontekstow, wiary, tradycji. Czasami sa sprzeczne, ale to swiadczy o otwartosci.

"Wielki Kamien" - tak Amerykanie nazywaja El Capitana.

Zyczenia na dzisiaj: Wybierz swoj kamien...

Milego dnia ( moj wybor na dzisiaj to "proba")

10/06/2011 - piatek

07:13 Tom oglosil dzisiaj, ze konczy pisanie slynnych El Cap Reports. Ostatni raport ukaze sie w koncu czerwca. A pozniej co...? Koniec epoki!!! Raporty Toma sa czescia zycia w Dolinie -opisuja, inspiruja, komentuja. Dla wielu z nas, sa czescia codziennego rytualu balansowania na krawedzi realnego i wirtualnego zycia. Na cale szczescie, Tom ciagle bedzie na Moscie.

Dzieki za wszystko co robisz z pasja i profesjonalizmem. Do zobaczenia!

 

 

09/06/2011 - czwartek

06:36 Pytanie dnia:

"Co ci sie moze zdarzyc tam, gdzie nic ci sie nie przeciwstawia i nic nie jest w stanie stac sie twoja granica?" - Witold Gombrowicz, Dziennik. 1957-1961

07/06/2011 - wtorek

06:17 Jeszcze dzisiaj, jeszcze jutro... W czwartek jade w skaly. T.E. napisal, ze Cobra czeka na mnie na Moscie, i oni czekaja, i one czekaja, i tylko ja, ciagle tu i teraz zamiast tam i teraz:)

06/06/2011 - poniedzialek

06:09 Zabic mistrza, zabic Ego, odnalezc siebie...

Owocnych poszukiwan po bezkrwawych zbrodniach, zyczy Mr Nikt...

05/06/2011 - niedziela

06:07 Prana - ozywcza energia, ktorej najwiecej jest o wschodzie slonca...

04/06/2011 - sobota

06:10 Poranne wstawanie, bieganie i medytacja. Ostatnio ktos zapytal mnie - "a nad czym to medytujesz?". Nad niczym, nad pustka, nie oczekuje niczego i o nic nie prosze. Przyjmuje wydarzenia i staram sie je zrozumiec...

Milego dnia

03/06/2011 - piatek

19:00 Tom Evans przybyl do Doliny i zaczal pisac swoje codzienne raporty. Wiem co tam slychac, i czuje sie zmotywowany, do treningu, do wspinania, do marzen...

http://www.elcapreport.com/archive/201106

 

30/04/2011 - sobota

/6:48/ "Literatura ma dwojaki sens i podwojny korzen: rodzi sie z czystej, artystycznej kontemplacji, z bezinteresownego dazenia do sztuki; ale jest tez osobista rozgrywka autora z ludzmi, narzedziem jego walki o byt duchowy." - Witold Gombrowicz, Dzienniki. 1953-1956.

Zawsze fascynuje mnie to, jak bardzo sztuka ma odniesienia do realnego zycia; do codziennosci i do dziela jakim jest pojedyncze, samotne istnienie.

Wlasnie dowiedzialem sie...

Erhard Loretan (28.04.1959-28.04.2011).

09/04/2011 - sobota

/13:20/ Wspinanie na El Capitanie staje sie dla mnie coroczna oczywistoscia. Ech, jakie to cudowne uczucie! Zatracenie w scianie, drodze, w biwakach i wspinaniu. Kazdemu zycze takiej oczywistosci.

08/04/2011 - piatek

/07:18/ Wspinanie moze miec wiele definicji i znaczen. Teraz jest dla mnie droga do pogodzenia sie z wlasnymi cieniami. Droga do samopoznania, zrozumienia i akceptacji - slabosci i sily.

07/04/2011 - czwartek

/07:25/ "Czlowieku, ja chce doznac oswiecenia w dzialaniu." - Jack Kerouac, Wloczedzy Dharmy

06/04/2011 - sroda

/07:57/ Coraz czesciej mysle o tym jak napisac artykul do "Gor". Daleko mi jeszcze do wnioskow, ale mam juz pierwsze pomysly na poczatek i wybor historii. Rzecz ma byc o biwakach...

Za oknem pada deszcz wymieszany ze sloncem. Jest tez wiatr, wiec z wyjazdu w skaly nic nie bedzie. Scianka, scianka, scianka... Posiedze tez nad pomyslami na wspinanie w Yosemitach. Mam nadzieje, ze z klebowiska mysli wyklaruje sie jakis oryginalny projekcik...

Milego dnia

05/04/2010 - wtorek

/06:10/ "Jedyne, co wolne w naszej cywilizacji, to wiatr." - Elias Canetti

Chlopcy

04/04/2011 - poniedzialek

/11:00/ Kiedys, przez przypadek, spotkalem kogos , kto wlasnie zaczynal sie wspinac. Siedzielismy wtedy na Taborze w Morskim Oku i rozmawialismy o scianach i drogach. Pozniej, takich przypadkowych spotkan bylo wiecej. Z czasem ich forma i miejsce ewoluowaly przechodzac np. do internetu i w inne gory Swiata.

"Przypadek jest tylko batem, ktorego przeznaczenie uzywa do popedzania tego, co i tak nieuchronne." - Janusz Glowacki

01/04/2011 - piatek

Prima aprilis...

11/03/2011 - piatek

/06:20/ "A po nocy przychodzi dzien

A po burzy spokoj..."

Swiat wyrazow i zdan pochlonal mnie bez reszty. Mysli i slowa - jak dopasowac jedno do drugiego? Szukanie odpowiedniosci jest prawdziwa rozkosza.

07/03/2011 - poniedzialek

/06:00/ Szukam rady, pomyslu, inspiracji. Jak to zrobic, jak dac sobie z tym rade, czy warto walczyc, czy odpuscic? Wolnosc i swoboda od swiata toksycznych charakterow - jak odnalezc droge?

27/02/2011 - niedziela

/06:25/ M. napisal, zebym napisal, wiec bede pisal... Ciesze sie, bo znalazlem temat, a M. zaakceptowal. Poprosze o czas do wrzesnia, tak zeby publikacja wyszla w pazdzierniku, kiedy bede w Yesemite. To bedzie cos o nocach, gorach, ludziach i myslach. Zaraz wysle do niego wiadomosc.

Chyba zbliza sie wiosna, bo szalenstwo planow i eksplozja energii wybuchnely we mnie.

Czytelnikom milego dnia! Tym z Polski, USA, Canady, Hiszpanii, Szkocji i Anglii, Francji, Belgii, Chile...

 

 

20/02/2011 - niedziela

/20:01/ Nie zdazylem wkleic nowego zdjecia, ale co tam - przymus pisania jest wazniejszy...

Moim ulubionym tematem rozwazan w filozofii yogi, jest koncentracja. Kiedys tez, natknalem sie na cenne mysli Karen Horney, ktora badala neurotyzm. Podziele sie jedna z jej refleksji:

"Nadmierne ambicje prowadza do nadmiernych oczekiwan, wskutek czego czesto nie udaje sie czlowiekowi osiagnac tego, czego chce, latwo rozczarowuje sie i zniecheca, szybko rezygnuje z podjecia wysilku i zaczyna zajmowac sie czym innym. Wielu utalentowanych ludzi rozprasza w ten sposob swe sily przez cale zycie. W koncu, neurotycy niczego nie osiagaja, marnujac swoje wybitne zdolnosci".

A wlasnie wrocilem do planowania wspinania i analizy poprzedniego roku. Chyba poloze sie na kozetce u jakiejs psycholog...:)

 

 

 

05/02/2011 - sobota

/6:10/ Sila umyslu, sila ciala, sila ducha...

Kiedys G. napisal do mnie - "Ucze sie moc, zamiast musiec".

Kreatywnego dnia!

04/02/2011 - piatek

/6:20/ "Bez wzgledu na to, jak przyziemna wydaje nam sie jakas czynnosc, jesli zajmuje nas wystarczajaco dlugo, staje sie aktem kontemplacyjnym, a nawet medytacyjnym" - Haruki Murakami

Milczalem i nie mam poczucia winy. Pochlonelo mnie cos, co kiedys mnie opuscilo. Powracam do swojej mantry codziennych obowiazkow-przyjemnosci. Powracam, powracam, powracam i ciesze sie. Garsciami czerpiac radosc...

Ostatnio spotkalem jogina. Nie zadziwil mnie swoja pasja, wiedza, czy postawa zyciowa, bo wszystko to jest mi bardzo bliskie. Zadziwil mnie zdolnoscia do znikania. Rozmawialismy, a kiedy na chwile odwocilem sie, jego juz nie bylo. Znikal bezszelestnie i niewiadomo gdzie...

08/01/2011 - sobota

/6:45/ Od paru dni chodze na silownie. Poniewaz wstaje wczesnie rano i zwykle o tej porze nie mam towarzystwa, to teraz dziwie sie. W silowni, kazdego ranka pojawiaja sie chetni do treningu. Maja zaciete miny, skupiony wzrok i pograzaja sie w muzyce z ipodow. To przedstawiciele slomianego plomienia ropalonego noworocznym postanowieniem. Kazdego dnia jest ich coraz mniej i mniej. Codziennosc wypala entuzjazm, czego nikomu nie zycze.

Za to zycze pracowitego dnia ze szczypta lenistwa i odrobina czasu na refleksje

06/01/2011 - czwartek

/6:20/ Dzisiaj zimno. Nie szkodzi - bieg jest ponad wszystkim...

05/01/2011 - sroda

/09:15/ Przypomnijmy sobie cos z nauki mistrza Patanjali. W rozprawie Jogasutra opisal zasady Raja yogi. Drugim szczeblem Jogi Krolewskiej jest Nijama, czyli system "nakazow" , a jedna z wymienionych tam cnot jest Wiraga. Wiraga jest cnota zupelnej niezaleznosci od przeszkod krzyzujacych plany i zamierzenia wedrowca kroczacego sciezka doskonalosci. Jesli jestes stanowczy w dazeniu do celu i masz szlachetne pobudki, to nie zrazaj sie niepowodzeniami niezaleznymi od siebie. Spokoj i zrownowazenie wobec niepowodzen jest oznaka wolnosci i niezaleznosci.

Guru Marczynski

Milego dnia

04/01/2011 - wtorek

/7:45/ "Cierpienie jest wyborem" - Haruki Murakami

Zaczynam czytac Hashiru koto-ni tsuite kataru toki-ni boku-no kataru koto, czyli What I Talk About When I Talk About Running. A Memoir, czyli po polsku O czym mowie, kiedy mowie o bieganiu. Pamietnik.

"Najpierw byl bieg, a dopiero po nim towarzyszacy mu byt, ktorym przypadkowo bylem ja. Biegne, wiec jestem." - H. M.

02/01/2011 - niedziela

20:40 Chyba juz czas...

Trzeba zabrac sie do realizacji noworocznych postanowien. Przeczytac ksiazki, wiersze i zalegle rozprawy. Obejrzec filmy i zrobic wymarzone zdjecia. Trenowac, biegac, planowac i skupiac sie na wysnionych obsesjach drog i scian, projektach i wymyslach chorej wyobrazni paralizujacej wolnosc od gor i wspinania...

 

01/01/2011 - sobota

16:51 "Jakie sie ma uczucie, kiedy wyjezdza sie od ludzi, a oni nikna powoli na rowninie, az w koncu widac tylko rozmywajace sie punkciki? - ze zniewala nas za duzy swiat i ze to jest pozegnanie. Ale czlowiek spoglada naprzod ku kolejnej szalonej przygodzie pod tym samym niebem." Jack Kerouac, W drodze

Nowych drog w Nowym Roku!!!

© Copyright reganclimbing.com 2010