Marek 'Regan' Raganowicz
 
     
Archiwum 2012
-> Archiwum 2013 | Archiwum 2012 | Archiwum 2011 | Archiwum 2010 | 

21.12.2012 - piatek

19:58 Przetrwalismy!!!!Ufff... Calkiem spokojnie minela godzina 11:11, o ktorej Swiat mial zgasnac. Na szczescie znowu ktos nas ocalil, ale zastanawiam sie tylko czy zasluzylismy na to... Moze teraz oglosza sie jacys wybawcy ludzkosci, ktorzy beda twierdzic, ze to wlasnie oni sa tymi dzielnymi smialkamii, ktorzy powstrzymali przepowiadana destrukcje. Oczywiscie upomna sie tez o nagrode od mieszkancow Ziemii, a moze i calego Kosmosu? Pewnie w Hollywood zacieraja juz dlonie...

Tymczasem powoli zbieram sie do corocznego podsumowania wydarzen. Nie ma co mowic, wspinaczkowo to byl moj najlepszy rok w zyciu, a przeciez dopiero sie rozkrecam...:). Mam juz tez swoje noworoczne postanowienie: W 2013 roku powinienem wstawiac wiecej zdjec na swoim blogu. Prosze mi o tym przypominac. Dzieki.

21.12.2013 - piatek

07:51 Koniec Swiata!!! Tak, na dzisiaj zapowiadaja koniec Swiata, ale ktorego? Tego tu i teraz, czy tego wszech i makro...? Nie, nie wierze w to. Przeciez jeszcze nie zrobilismy tylu scian. Tyle do zalojenia, a tu koniec? Rozumiem utracjuszowsko-egzystencjalna bezsensownosc Swiata, ale nie wierze w glupote jego konstrukcji. Wierze w nasze niezrozumienie, ale nie wierze w nierozumnosc. Kiedys, kiedy bylem w Yosemitach przepowiadano koniec Swiata i nawet odnotowala to amerykanska telewizja. Miejscowa spolecznosc w Dolinie natychmiast zwolala The End of the World Party, ktore odbylo sie na Moscie pod El Capitanem...

16.12.2012 - niedziela

04:53 Co za dzien! Wczoraj zrobilismy droge broniac sie przed wiatrem zwalajacym z nog i zawiewanym sniegiem wciskajacym sie w kazdy zakamarek. Na scianie ledwo mozna bylo utrzymac rownowage, a igly lodowe siekaly w twarz tak, ze nie mozna bylo ani patrzec ani oddychac. Takie wspinanie ma moc oczyszczajaca, wiec jestem oczyszczony jak rzadko kiedy...

14.12.2012 - piatek

08:03 Czekam na sygnal - telefon, email, sms z wiadomoscia: Jedziemy!!!! Zaraz naostrze dziaby i raki, kupie trzy batony i zawyje z radosci. Poza tym sama nuda - pisanie, muzyka i bujanie w oblokach. Dzieki za zycie...

13.12.2012 - czwartek

11:02 Na zewnatrz mroz, mroz, zimno. Jak dobrze poczuc plonace cieplo i spokoj muzyki, mysli, nastroju. Za oknem czerwone kulki na krzaku. Pewnie zapomnialy spasc przed zima, a teraz czekaja na cieplejsze dni. Niech sobie wisza, bo milo popatrzec na zywe kolory w zimowej monotonii barw.

Yeti wraca z Patagonii w glorii pogromcy dwoch wielkich scian. Gratulacje dla zespolu Yeti/Kuba. Niedlugo szykuje sie burza mozgow (dwoch). Musimy przedyskutowac taktyke, sprzet i terminy nastepnego wspinu. Yeti prawdopodobnie juz zapomnial o Patagonii, bo ciagle pisze do mnie TW, TW, TW...:)

12.12.2012 - sroda

17:38 Mam juz wyraznie ochote na rozbrojenie bomby zegarowej. To uczucie stopniowo narasta, bo zbliza sie dzien, w ktorym kolejny raz spakuje swoje magiczne wory, trzasne drzwiami i dotkne nieznanego. Jeszcze tylko pare tygodni, a swiat ograniczy sie do mikroprzestrzeni granitowej sciany ukazujac rozlegle sfery poza zrozumieniem...

11.12.2012 - wtorek

20:15 Wczoraj byla mgla. Podchodzilismy wczesnie rano, kiedy swit jeszcze nie zdazyl rozjasnic doliny. Kroki stawiane w swietle latarki prowadzily do nikad. Przed nami, zamiast sciezki pod sciane, widzielismy biala pustke. Dlugo bladzilismy, az w koncu znalezlismy obsypane sniegiem zaciecie, ktore mialo byc poczatkiem naszej drogi. Wspinamy sie razem juz pare sezonow, ale nigdy nie widzialem swojego partnera w okularach, bo zawsze zakladal szkla kontaktowe. Ale wczoraj bylo inaczej, ja widzialem go w okularach, a on nie widzial mnie w ogole, bo mgla natychmiast zamarzala na szklach. Wygladalo na to, ze musze prowadzic wszystkie wyciagi, wiec szybko oderwalem sie od ziemi i pograzylem w bieli mgly, sniegu i ciszy. Lod, oszroniona skala, snieg i zmrozone trawy. Uderzenia czekanem, precyzyjne ustawianie rakow, zakladanie kostek i wpinanie liny. Balans cialem, napiete miesnie i gwaltowne oddechy przeplatane cichymi okrzykami radosci. Na szczycie wialo, sniezylo i mglilo. Moj partner obiecal, ze sprowadzi nas na dol, bo pamieta droge zejscia, wiec wylaczylem sie wierzac mu, a jednoczesnie godzac sie w myslach na najgorsze. Czlapalismy rownymi krokami w pustej bieli, kiedy w glowie zaczely mi pobrzmiewac jakies dzwieki. Oczywiscie nie byla to ani Barbra Straisand ze Swietlistej Sciany, ani zadna gwiazda pop spiewajaca o tym, ze ona go kocha, a on jej nie, albo odwrotnie. Nie byl to rock, R&B, czy electro. Wyraznie slyszalem kobiecy glos, ale nie ochryply blues Billie Holiday ani nastrojowy spiew Cassandry Wilson. Zreszta nuty byly urywane i poczatkowo nie dawaly zlozyc sie w calosc. Dopiero po dluzszej chwili z rozleglych plam dzwiekow ukladala sie muzyka, ktora dotykala czegos co szybuje wysoko ponad glowami. Nie czulem zmeczenia chociaz schodzilismy szybko jakby w transie. Nawet nie zauwazylismy, ze od pewnego czasu zaczelo sie przejasniac i przez moment ukazala sie cala dolina. Myslami bylem wylacznie w tej muzyce, ktora zaczalem slyszec jako melodie. Rozpoznawalem przejmujace brzmienie sopranu i orkiestrowe tlo. Tak, to byla Trzecia Czesc III Symfonii Henryka Goreckiego. Ostatnio sluchalem jej jakies dwa lata temu. Dlaczego przyszla do mnie wlasnie teraz? Nie moge tego zrozumiec i nie moge przestac ciaglego sluchania. Caly dzisiejszy dzien powtarzam te symfonie i chlone kazdy dzwiek. Jak dlugo? Dlaczego? Kiedy ona odejdzie?

09.12.2012 - niedziela

05:45 Powtarzalnosc porzadkuje umysl. Zaczynam wchodzic w rytm treningow, pisania i koncentracji. Na czym ta koncentracja-madytacja? Na rytmie...

Take Five. Odszedl Dave Brubeck...

08.12.2012 - sobota

17:36 "Usuncie bol, a swiat stanie sie obojetny. Na nim, na niczym innym, oparta jest cala dynamika istnienia" - Witold Gombrowicz

05.11.2012 - poniedzialek

11:53 W glowie przewala mi sie mieszanka wspomnien z Ziemii Baffina i Yosemitow. Wszystko za sprawa wymiany korespondencji ze znajomymi z Doliny. Jedni pisza o planach, a inni o wspomnieniach. Jedni mysla o El Capitanie, a inni o potedze scian na Ziemii Baffina. Jak dobrze, ze ja mam juz to za soba:). Czesto przypomina mi sie ostatnie zdjecie w relacji na Supertopo.com

http://www.supertopo.com/tr/Superbalance-Polar-Sun-Spire-Baffin-Island-April-May-2012/t11493n.html

na ktorym dziewczyna z reklamy pyta "i co dalej, chlopcy...?". Wlasnie. Powoli przestawiam swoje mysli na tor z napisem "Koncentracja na TW". Powinienem napisac "powrot do koncentracji", bo kiedys juz sie koncentrowalem sie na tej scianie, tyle ze bezskutecznie. Nie nazywam tego porazka, bo w gruncie rzeczy to tylko wzbogacajace doswiadczenie.

04.11.2012 - niedziela

13:10 "Nie my mowimy slowa, to slowa nas mowia" - Witold Gombrowicz

Zeby tylko ktos chcial czytac...:)

30.10.2012 - wtorek

01:27 Powrocilem z doswiadczenia pustki na wstrzymanym oddechu. Zrobilem droge, ktora byla jednym z najdziwniejszych doswiadczen w moim wspinaniu. Wlasnie tak, doswiadczen. Nie przejsc, nie wspinow, nie dokonan. Wszystko to mialo zwiazek z Polar Sun Spire. Kazde wspinanie ma z czyms zwiazek, ale to bylo pragnieniem odreagowania zimna, bezludzia i medialnej karuzeli. Chcialem sie wyciszyc, chociaz nawet nie wiedzialem tego na samym poczatku. Na samym poczatku chcialem tylko wejsc na sciane, byc tam i poczuc pewien charakterystyczny rodzaj przeplywu, pewien rodzaj energii, odczytania krokow, ktore sa zapisanym karmicznym ciagiem.

Ponad dwa tygodnie temu podszedlem pod sciane El Capitana i zaczalem wspinac sie na Native Son(A4+, 5.9). Skonczylem w ubiegly czwartek po 13 dniach w scianie. Wiem, ze stalo sie cos wyjatkowego, ale ciagle nie potrafie tego zrozumiec...

29.09.2012 - sobota

04:11 Wlasnie skonczylem korekte ostatniego opowiadania o Superbalance. Postanowilem nie pisac o tym wiecej i juz. Koniec kropka i zwrot w innym kierunku. Zaczynam wczuwac sie w klimat czekajacej na mnie drogi. W zasadzie powinienem powiedziec "sciany", bo ostateczna decyzje o wspinaniu podejmuje wtedy, kiedy jestem juz w Dolinie. Oczywiscie w Dolinie Yosemite, gdzie niebawem bede smazyl sie w jesiennym sloncu, wsluchiwal sie w syk otwieranej puszki King Cobry i delektowal sie strachem na niepewnych sky hookach...:)

Milej soboty

19.08.2012 - niedziela

10:10

 

Poszerzanie terytorium

 

z jawy w sen

i dalej wciaz dalej

poza zuchwalstwo obrazu

poza odrzucone slowa

poza poczucie winy

nieuczestniczenia

 

ale wciaz jeszcze to

co pozostaje po oczyszczeniu

nawet to zagubienie

przypisane jest jakiemus istnieniu

 

oby idac tak daleko

nie doznali zawodu

bo tajemnica warta byla poznania

(Julia Hartwig)

06.07.2012 - piatek

06:25 Ledwie zaczalem bujac w oblokach, a juz tak sie rozhustalem w marzeniach, ze siegnalem roku 2014. Teraz juz wiem co mam robic. Cel jest gotowy i spelnia wszelkie cechy ambitnego zamierzenia, a najwazniejsza z tych cech jest niepewnosc. W koncu wszystko sprowadza sie do prob odpowiedzi na pytanie, czy to jest mozliwe? Jakze nudne i bezsensowne jest zawracanie sobie glowy pytaniami, na ktore znamy odpowiedz...

29.06.2012 - piatek

06:17 Wlasnie rozmarzylem sie o poranku w Yosemitach.

Kiedy wstaje przed szosta rano jest jeszcze ciemno. Zapach sosen i igliwia miesza sie z cisza i jesiennym chlodem. Wychodze z namiotu, mijam spiaca na ziemi kolejke przy budce straznika i jestem jednym z pierwszych wchodzacych do cafeterii. Witam sie ze Stu, ktory przychodzi o tej samej porze i siadam w swoim kacie rozkoszujac sie kawa i pisaniem w Moleskinie...

24.06.2012 - niedziela

06:30 Mam zludne wrazenie jakby miedzynarodowa brac bigwallowa zjednoczyla sie wokol Superbalance. Dostaje emaile i czytam pochlebne komentarze w necie. We wszelkich zainteresowanych mediach napisalem juz prawie wszystko, co mozna napisac, choc jeszcze dwa teksty wisza nade mna. Od gratulacji i slow uznania za meke i kontrolowane cierpienie, moje ego probuje wyrwac sie spod kontroli, ale...Ale dopoki o tym pisze, to znaczy ze nie jest najgorzej:)

Milego dnia

31.05.2012 - czwartek

20:26 Nie moge doczekac sie konca pisania o 25 dniach w scianie PSS. Mam juz nowe mysli, plany marzenia, a tu ciagna sie za mna jakies starocia:) Cos jak wspomnienia uwolnione nuda kolysania w bujanym fotelu...

27.05.2012 - niedziela

06:24 Nareszcie nadszedl dzien powrotu do pisania w NieCoDzienniczku. Niby wszystko zalezy ode mnie, ale pisanie w tym miejscu podlega ograniczeniom dostepu do sieci, jak rowniez zmiennym nastrojom, ktorych ostatnio mialem nadmiar. Od marcowego wpisu zdazylem zmierzyc sie z Polar Sun Spire i dac sobie rade z trauma powspinaczkowa. Teraz powoli adoptuje sie do normalego swiata i stawiam pierwsze kroki w rzeczywistosci, ktora ciagle postrzegana jest przez pryzmat 25-ciu dni w scianie ...cdn

31.03.2012 - sobota

07:51 Cisza. Nareszcie uspokoilo sie. Nadzieje na pozyskanie nowych sposorow odplynely, wiec teraz wystarczy pogodzic sie z ograniczeniami, zaakceptowac je i cieszyc sie walka. Tak, czasami nadzieje bardziej drecza psyche od ograniczen, ktorym trzeba stawic czolo. Mocowanie sie z niemoznosciami moze byc zrodlem satysfakcji, zwlaszcza kiedy obnaza ono pozornosc tych niemoznosci, ich zlude ktora jest tylko wynikiem naszych stanow umyslu...DO ATAKU!!!!!

12.03.2012 - poniedzialek

08:39 Moje "wyrwanie" z poprzedniego wpisu okazalo sie calkowicie pozorne. Codziennie wypisuje emaile, dzwonie i obliczam. Dopiero wczoraj wieczorem siegnalem po ksiazke i zanurzylem sie w innym swiecie. Poczulem ulge i ukojenie. To ciekawe, ze niby tak bardzo pochloniety jestem wspinaniem, a jednoczesnie kazda odskocznia sprawia mi radosc. Moze powodem tego jest wpisana we mnie daznosc do zmian, a raczej szybko przychodzace poczucie znudzenia tym co aktualnie robie...? Jak widac sprawy zwiazane ze wspinaniem podlegaja tej samej regule co kazde inne zajecie. Wspinaniem mozna sie znudzic, choc w moim przypadku jeszcze to nie nastapilo. Mam kolege, ktory pewnego dnia, po paru latach spedzonych na scianach, oznajmil: sprzedaje sprzet, zeby mnie nie kusilo i bede jezdzil na nartach. Po dwoch latach odkupil caly szpej, a przez nastepne lata powtarzal pare razy ten sam rytual zmieniajac jedynie sporty towarzyszace. W tej chwili jest w kolejnej fazie sprzedawania, a wszyscy znajomi czekaja juz na "odkupienie":))).

06.03.2012 - wtorek

18:59 Nareszcie wyrwalem sie z szalenczej maszyny organizaji wyprawy. Mam juz dosc papierow, przeszukiwania sieci, emaili i telefonow. Chce juz w gory, chce juz na sciane, chce oderwac sie...

03.03.2012 - sobota

06:30 Swiaty. Kiedy jesienia po powrocie z Yosemitow, zaczalem zajmowac sie organizacja wyprawy na Ziemie Baffina, to wszystkie zwiazane z tym sprawy byly uzupelnieniem codziennosci i powoli wyciszaly emocje z El Capitana. Na przelomie roku mialem wrazenie, ze wszystko zaczyna biec wielotorowo - codzienne zycie, trening, zajecia wlasne i Polar Sun Spire. Tymczasem od wczoraj mam silne poczucie dominacji jednego z tych elementow. Wyprawa zaczyna byc w centrum, a inne zajecia i sfery zycia zdaja sie byc satelitami. Mam tez swiadomosc, ze za pare tygodni koncentracja wyostrzy sie do granic absolutu i moze wlasnie to jest jest jednym z powodow, dla ktorych sie wspinam...?

27.02.2012 - poniedzialek

06:35 Balansuje na linie. Prawie wszystko juz jest zalatwione. No moze jeszcze zostalo troche sprzetu do zalatwienia, ale w zasadzie jestesmy gotowi. To znaczy Marcin jest gotowy, bo ja...Ja nie mam jeszcze kanadyjskiej wizy! Co gorsze, nie jestem pewny czy ja dostane, bo to zalezy od niewidzialnego oficera wizowego. Swiat podzielil sie, nastroszyl, obwarowal przepisami, granicami, urzednikami i niemoznosciami, a ja przeciez chce tylko w gory. Chce dojechac do swojego raju i pobyc tam troche, czekajac na kolejne wypedzenie...

16.02.2012 - sroda

06:33 Adam. Cisza. Ciagle glowe mam pelna spraw wyprawy, ale jednoczesnie zaczely opadac emocje i nerwy. Nie chodzi o entuzjazm, ale o stres i zagonienie za zalatwianiem tysiaca drobiazgow. Te pare emaili, ktore wymienilem z Ottawa Doug'iem, jego otwartosc i podziw dla naszego projektu, przeniosly mnie w inny wymiar. Dodatkowo zdarzylo sie cos niespotykanego. Zglosil sie do mnie prywatny donator, ktory chce wesprzec finansowo wyprawe. To jest niesamowite, bo Adam Miller, o ktorym piesze ma moze 25 lat, a moze nawet nie tyle, ciezko pracuje i po prostu zafascynowal go nasz cel. Wplaca jakas kwote, ktora ma dla mnie niezwykla sile symbolu, inspiracji i motywacji. Wielkie dzieki, Adam!!!

11.02.2012 - sobota

06:37 Ottawa Doug. Napisalem i dostalem odpowiedz od Doug'a, ktorego poznalem w Yosemitach. To bylo jakies 5 lat temu, kiedy przymierzalem sie do drugiej solowki na El Capitanie. W czasie kolejnego kursu pod sciane z worem transportowym, spotkalem wysokiego , usmiechnietego Kanadyjczyka, ktory zjezdzal po poreczowce z Mescalito. Byl solista. Dobrze zorganizowany, spokojny, z niesamowita energia i sila spojrzenia. Pare godzin pozniej pilismy piwo na Camp 4 i nie moglismy skonczyc dlugiej rozmowy, o wspinaniu, o muzyce, o powrotach... W nastepnych dniach Doug wbil sie w Mescalito, a ja w South Seas. Wieczorami puszczal ze swojej maszyny grajacej Pink Floydow i Stonsow. Doug skonczyl droge wczesniej niz ja i wrocil do domu, a nastepnym razem spotkalem go w pazdzierniku ubieglego roku. Rozmawialismy w yosemickiej cafeterii, tak jakby nie bylo tych pieciu lat przerwy, tak, jakby minelo zaledwie pare dni. Za dwa miesiace przylece do Ottawy w drodze na Ziemie Baffina. Spotkamy sie tak, jakby bylo to spotkanie po dniu niewidzenia...

07.02.2012 - wtorek

08:44 Napisal do mnie Q. Kiedys wspinalismy sie dlugo i zawziecie, ale dzisiaj juz nie mamy wspolnych planow. Q kupil vana i zamierza wloczyc sie po Europie wspinajac sie w roznych rejonach. Bez specjalnego planu, schematu, czy napiecia. Swoboda zycia, praca tylko dla kasy koniecznej na bycie bez wielkich wymagan. To swiat, gdzie ambicja jest szczescie, a szczesciem jest radosc z tego co sie robi. Powodzenia! Czekam na pocztowki z drogi...

04.02.2012 - sobota

08:00 Zaraz kiedy skonczylem ostatni wpis, dowiedzialem sie o smierci Wislawy Szymborskiej. Zabrala ze soba spojrzenie na Swiat, ktorego bedzie mi brakowac...

01.02.2012 - sroda

19:41 Mroz? Nie szkodzi, wybieglem gnany sila przymusu. Najbardziej bola zeby, nie nogi, nie marznace dlonie, ale wlasnie zeby. Nie potrafie jeszcze calkowicie oddychc nosem, bo moj oddech jest jeszcze zbyt nerwowy. Potrzebuje wiecej biegu, zeby zlapac spokojny rytm. Wdycham nosem, a pozniej musze otworzyc usta i wtedy ten bol. Opatulona rowerzystka pomachala mi przyjacielsko, kiedy wybieglem zza zakretu. Pewnie jechala do pracy...

Dzisiaj znowu scianka i powolne rozwiazywanie problemow organizacyjnych zmieszanych ze sprawami dnia codziennego. Przeciez nie sama wyprawa czlowiek zyje...

30.01.2012 - poniedzialek

20:25 Chce juz na moja sciane!!!!!! Zaczynam wyc jak kojot w nocy. Mam dosc przyziemnosci - walki o kase, haki, zywnosc i tysiace drobnych spraw. Gdzie ta sciana, mroz i trudnosci? Gdzie zamkniecie w malej przestrzeni z Yetim, z ktorym nigdy przedtem nie zwiazalem sie lina? Gdzie wytrzesione w zimnie godziny czekania na stanowisku? Gdzie trudnosci pokonywane z zawzietoscia i paranoiczna walka o jakis wydumany styl dla wlasnej mikosatysfakcji zabranej ze soba na wspomnienia w samotne wieczory, kiedy pije czerwone wino zamiast siorbania goracej herbaty...? Chce juz na moja sciane!!!!!

23.01.2012 - poniedzialek

20:01 Czas plynie zbyt wolno. Przeznaczenia nie kryja sie w domu, tylko gdzies daleko czekaja na odkrycie...

20/01/2012 - piatek

06:31

"Trudna hakowka jest jak rozbrajanie bomby zegarowej."

Charlie Fowler

19/01/2012 - czwartek

11:27

"Pokonywanie wielkich scian wyrabia charakter, a poza tym jest tak cudownie bezsensowne."

Peter Takeda

16/01/2012 - poniedzialek

08:17 Frank K. Roinson - nowoczesne haiku w tlumaczeniu Czeslawa Milosza:

Dzisiaj tez

Snieg na skrzynce do listow

Nie naruszony.

 

 

14/01/2012 - sobota

07:32 To na pewno jest spisek! Wszystko po to, zeby mnie zniszczyc. Przeciez wiadomo, ze nie mozna mi niczego zarzucic, a zwlaszcza ja niczego sobie nie moge zrzucic, chociaz czasami mocno sie staram. Tak, ten szalony kolowrot ciagle sie kreci miazdzac moje sny o doskonalosci, tak jak sredniowieczne kolo tortur, potrafilo zmiazdzyc najszlachetniejszych choc innych od reszty spoleczenstwa, artystow, myslicieli, podroznikow, odkrywcow i alpinistow. Tajemne sily staja przeciwko mnie i probuja zawladnac moim losem, kierujac mnie w strone odchlannej przepasci. Na cale szczecie lubie przepasci, ale owe sily nie wiedza o tym, dlatego nic ich i ich zlych intencji nie usprawiedliwia. Dokad ten swiat zmierza? Zamiast klaskac i ochac nade mna, probuje zrujnowac moje marzenia i plany. OK, moze niektore z nich sa troche zbyt przesadzone, a moze nawet wybujale z lekkim ochyleniem w kierunku narcyzmu, a moje opowiesci o mnie sa zbyt kolorowe i delikatnie subiektywne, ale przeciez nie jestem jakims policyjnym skryba, zeby opisywac wszystko tylko tak jak bylo. W koncu kto chcialby czytac takie wypociny? Nie, to nie sa bledy stylistyczne, kiedy pisze "mnie", "moj", "ja", "ja", "ja"... Nie wstydze sie siebie i jest mi zal, ze Swiat spiskuje przeciwko mnie, zamiast uzyc tej samej inwencji i sily przeciwko moim adwersarzom...To jest spisek tylko po to zeby mnie zniszczyc. No, ale zaraz, a moze da sie na tym jeszcze skorzystac...?

Ufff, ale sie dzisiaj wypisalem. Wszystko to z powodu lektury Cmentarza w Pradze i dyskusji na forum "Golden Lunacy" na wspinanie.pl.

Czesto, kiedy cos mi sie nie udawalo, powtarzalem sobie powiedzenie Lecha Walesy - I tak, kazdy scenariusz pracuje na moja korzysc...

13/01/2012 - piatek

07:34 Powoli koncze zalatwianie spraw wyprawy i niedlugo zaczne koncentrowac sie na treningu. Dzisiaj odpoczywam od silowni, ciezarow, a nawet rozciagajacej gimnastyki. Jednym slowem mam dzien lenia. Przeczytam dwa krotkie rozdzialy Cmentarza w Pradze, napisze zalegle emaile, usiade nad planem treningow i wyszperam jakis fajny wiersz lub haiku. Potrzebuje spokoju, oddechu, przestrzeni, inspiracji...

10/01/2012 - wtorek

06:45 Ledwo zwloklem sie z lozka. Wczoraj do pozna ogladalem film, a rano musialem dotrzymac postanowienia i pocwiczyc w silowni. Dzieki temu mam poczucie spelnionego obowiazku wobec siebie i swoich planow. Codziennie czytam Cmentarz w Pradze, Umberto Eco, ale nie spiesze sie, nie chce wychodzic ze swiata stereotypow Europy konca XIX wieku. Szybkie czytanie tej ksiazki byloby jak sluchanie bluesa na podwojnych obrotach...

08/01/2012 - niedziela

08:15 Przyszedl czas na obcowanie z tajemnica...:

Obrazy znajomych przestrzeni

 

07/01/2012 - sobota

08:35 Powrot do normalnosci. Po zawirowaniach przelomu roku zaczynam lapac rownowage i wpadac w rytm codziennosci. Za oknem wiatr i zimno, a w oddali czekajace gory. Chyba przysiade nad lista noworocznych postanowien i jak zwykle, na szczycie wypisze grubymi literami - naucz sie szybko pisac na klawiaturze komputera! Pozniej bedzie cos w stylu ogolnych przykazan, jak np.

1. Zabij ego i pracuj nad odszukaniem siebie.

2. Wycisz emocje i skieruj energie na dzialanie.

3. Daj z siebie wszystko, zeby moc spokojnie spac.

4. Badz lepszym czlowiekiem.

5. Bujaj w oblokach.

 

04/01/2012 - sroda

13:11 Za oknem zimno i pochmurnie. Jestem zbyt leniwy, zeby wybiec i puscic sie w przestrzen. Czytam i odrabiam zaleglosci organizacyjne. Narasta we mnie glod wspinania...

03/01/2012 - wtorek

10:31 Tworczych inspiracji, nieustepliwego dzialania i radosci z wyboru drogi. Reszta niewazna bo, w gruncie rzeczy, sukces to tylko stan umyslu...:) W Nowym Roku zycze tego wszystkim i sobie.

© Copyright reganclimbing.com 2010